#10yearchallenge w naszym wykonaniu. Jak się zmieniliśmy?
Total
18
Shares

Internet co rusz obiega jakieś szaleństwo. A to robią sobie zdjęcia nóg tak, żeby wyglądały jak dwie kiełbaski, a to nagrywają się jak trzymają koc w drzwiach i robią ze swoich zwierzaków głupków. Nigdy jakoś nie pasowały nam te onlajnowe szaleństwa, jednak jedno, to, które ostatnio zdominowało internety, bardzo nam przypasowało i Was też do niego zachęcamy. No to jak zmieniliście się przez 10 lat?

Najpierw jedna kumpela, potem kolejna. Znajomi oszaleli! Wszyscy wrzucają na fejsa swoje zdjęcia sprzed dekady i oceniają, co podziało się u nich przez ten czas. Patrząc na te wspomnienia nie raz zaśmiałem się, jak to ludzie w dzisiejszych czasach stają się lepsi, fajniejsi, ładniejsi. Wiadomo, większość naszych przyjaciół i znajomych to ludzie, którzy patrząc na siebie sprzed dekady myślą “Jezu, jak ja mogłam to na siebie włożyć!”. Dopiero za jakieś 20 lat będziemy wspominać czas sprzed dekady jako ten o wiele lepszy, bo wtedy to przecież nic nie zwisało, zmarszczek było mniej, a energii więcej 😉

Póki co jednak trzymajmy się tego pierwszego scenariusza. Nasze wspomnienia sprzed 10 lat, tak jak i my wszyscy, są różne. Jedni cieszą się, że tamte czasy minęły, inni z rozrzewnieniem wspominają chwile, które już się nie powtórzą. Do której grupy należymy my?

Zaproponowałem Marcie taką wycieczkę do 2009 roku. Zobaczymy, co z niej wyniknie 🙂

całaONA

W 2009 roku byłam już na czwartym roku studiów. Za często mnie jednak na uczelni nie można było znaleźć 😉 Oczywiście chodziłam na obowiązkowe ćwiczenia, ale jeśli chodzi o wykłady, to jakoś nie miałam na nie czasu. Co innego było na pierwszym roku, Marta prymuska nie opuściła żadnych zajęć, wstawałam nawet na piątkowy wykład o godzinie 8:00. To nic, że prawie na nim usypiałam (dzień wcześniej oczywiście była obowiązkowa impreza w Starym Kinie, Minodze, czy Muchos Patatos ;).

Końcówka studiów to już coś innego. Spowodowane to było moją pracą. Nie musiałam pracować, rodzice zapewniali mi utrzymanie. Ja jednak chciałam zrobić coś dla siebie. Nie chciałam obudzić się po 5 latach z ręką w nocniku, tzn. z papierkiem w ręku, ale bez żadnego doświadczenia. Tak niestety skończyli niektórzy moi znajomi. Ja tego pragnęłam uniknąć. Oczywiście nie było łatwo godzić pracę ze studiami, zwłaszcza w trakcie sesji. Ale przecież nie ma rzeczy niemożliwych. Nie ja pierwsza i nie ostatnia tak miałam.

Mieszkałam z fantastycznymi ludźmi. Oczywiście na Śmiałego – tam, gdzie poznałam się z moim Mężem 🙂 To właśnie w tym roku kupiłam sobie mój pierwszy samochód. Już kiedyś o tym pisałam, a propos oszczędzania. Małe, białe Seicento. Ważne, że moje 🙂 Teraz już trochę ciężko byłoby się w nim pomieścić, tym bardziej, że zawsze jeździmy z takim majdanem, że ledwo mieścimy się do naszego obecnego auta. Czas pomyśleć o czymś większym 🙂

Jeśli chodzi o życie prywatne to tkwiłam w jakimś dziwnym związku. Oczywiście w tamtym czasie jeszcze było w miarę. Można powiedzieć znośnie 😉 Głupia dawałam się wykorzystywać, no ale cóż. Człowiek uczy się podobno na błędach. Szczerze to nie wiem co mam więcej napisać o tej chorej relacji. Najważniejsze, że to już za mną. A przede mną piękna przyszłość z moimi chłopakami 🙂

No i jeszcze jedno. Tamten czas to trochę kilogramów mniej na wadze. Nie będę się tłumaczyła ciążą itp. Trzeba po prostu wziąć się za siebie i tyle 😉

całyON

Dziesięć lat temu, hmmmm? Szczerze, musiałem mocno zastanawiać się, co dokładnie działo się dekadę temu. Ok, wiem, że mieszkałem już wtedy w Poznaniu, to był mój drugi rok w tym mieście. Już trochę studiowałem moją “wymarzoną” socjologię, ale chyba było mi mało, bo właśnie w 2009 roku zaczynałem swoją przygodę z dziennikarstwem. To był strzał w dziesiątkę – dokładnie tego szukałem! Nie myliłem się, bo do dziś moja praca związana jest właśnie z mediami. Przez kilka lat cieszyłem się karierą dziennikarza, i tu, w Polsce, ale i za granicą.

To było coś, co zupełnie zmieniło moją ścieżkę kariery, a tak naprawdę – ją zbudowało. Ok, po kilku latach moja dziennikarska droga skręciła w stronę promocji i to tym zajmuję się teraz, ale gdyby nie ten 2009 i moja ówczesna decyzja o odłożeniu na bok marzeń o dolce vita (tak, studiowałem w międzyczasie jeszcze filologię włoską ;), pewnie nadal szukałbym swojej drogi. A tak spełniam się na tej PRowej ścieżce i jest mi tu dobrze.

Emocjonalnie to był fajny czas. Miałem wokół siebie przyjaciół, którzy są ze mną do dziś, choć nie jest ich wielu. Tak naprawdę jest to garstka – niestety wiele znajomości z tamtych lat nie przetrwało, ale to chyba normalne. Każdy z nas zmienia się i czasami lepiej odpuścić sobie niektóre znajomości, niż na siłę trzymać się kogoś, kto nie jest już Tobie potrzebny. Ale to już temat na inny post 😉

Wracając do 2009 roku, z pewnością miło wspominam tamte chwile. Wszystko co miało się wówczas wydarzyć, wydarzyło się. Mam jednak wrażenie, że nie chciałbym wracać do siebie sprzed dekady. Jest mi dobrze, tu i teraz. Cieszę się każdą chwilą i nie chcę skupiać się na tym, co już kiedyś było. Carpie diem, Moi Drodzy, żebyśmy za 10 lat nie wracali do 2019 i zastanawiali się, co by było, gdyby… Nie ma sensu! Cieszmy się miejscem, w którym jesteśmy, a przede wszystkim ludźmi, którzy z nami je tworzą. Ja dziękuję za moje dwa Szczęścia, które sprawiają, że kolejne dekady zapowiadają się jeszcze lepiej 😉

Total
18
Shares