Bądź facetem! Staraj się!

To nie będzie kolejny poradnik dla przyszłych ojców. Nie dowiecie się, co jeść, a czego unikać w ciąży. Nie zamierzam też pisać o ciąży bez tajemnic męskim okiem. Ciąża dla faceta? Plizzzzzz…. W ciąży to jest ona. I to ją trzeba w tej ciąży wspierać.

Cool, jasne, zgadzam się. Ciąża to wspólna sprawa, i jej, i jego. Co do tego to nikt nie ma wątpliwości. O niepokalanym poczęciu słyszałem raz. No może nie raz, bo temat wałkowany jest dość często, ale w wiadomym i znanym wszystkim przypadku. W pozostałych sprawców było dwoje. I tych dwoje musi zaakceptować całe dobrodziejstwo, jakie z ciążą się wiąże. Te dobre i nieco gorsze aspekty. Dlatego staram się (używam tego słowa celowo), staram się być dobrym partnerem dla mojej ciężarnej Małżonki.

Skąd nagle to staram? Nie lepiej powiedzieć – jestem!? No bo starać to się można, a ty masz! Masz być czuły, miły, współczujący, pomocny. Na każde zawołanie, o każdej porze. Z kwiatkiem w ręku, obiadem na stole i duszą na ramieniu. Bo przecież nie wiesz, czy akurat nie dostaniesz za nic. A tak naprawdę za to, że jej nie współczujesz, bo ona przytyła, i że nie wspierasz, bo przecież ciągle gdzieś wychodzisz (nie ważne, że do pracy). A ty przecież trwasz przy niej. Jesteś, bo chcesz, żeby wiedziała, że może na Ciebie liczyć w tych wyjątkowych, ale trudnych chwilach.

Te momenty są cenne i piękne, ale niezwykle trudne. Wbrew temu, co wielu myśli, ciąża nie jest chorobą, ale nie jest też normalnością. To czas specyficzny, gdy kobieta musi mieć spokój. I nie mówię tu o ciszy – niektórzy wręcz za nią nie przepadają. Mam tu na myśli codzienne staranie się o dom, zakupy, sprzątanie, pełny bak, zapłacony rachunek itd. To teoria, utopia prawie. Bo gdzie tacy faceci są? Przecież ich nie ma, zniknęli, wyginęli jak dinozaury. Gdzie ci mężczyźni jak śpiewała Danuta Rinn. No gdzie?

A ja wiem, że są. Wbrew tej negatywnej propagandzie, mówiącej o nieprzygotowanych facetach, bujających w obłokach obibokach, piotrusiach panach, którzy sami jeszcze z krótkich spodenek nie wyrośli, a sami za tworzenie małych Piotrusiów się wzięli. Ofkors, pewnie takie egzemplarze też istnieją, ale nie wiem, co można takim panom powiedzieć. Za to wiem, co powiem ich wybrankom. Współczuwa, no ale cóż, same ich sobie wybrałyście. Może jestem okrutny pisząc te słowa, ale nie wierzę, że nie było sygnałów alarmowych. No bo jak ktoś, kto nie dba o swoją kobietę na co dzień, nagle ma się odnaleźć jako przyszły tato? Sorry, ale ciąża zmienia kobietę, a nie faceta. Z facetem to może zrobić tylko spustoszenie jak huragan na Karaibach. Zostawi po sobie zgliszcza, a odbudowa? Może lepiej w nowym miejscu, bo w stare nie ma sensu inwestować.

Nie wiem, czy ja jestem taki z Karaibów, nie mi to oceniać. Tu musi wypowiedzieć się Małżonka. Poproszę ją o stworzenie krótkiego peanu na mój temat. Albo nekrologu, bo może mnie zabić, jeśli nie będę jej wspierał w ciąży. A staram się przecież (wracam do mojego ulubionego czasownika). Chcę, żeby czuła się bezpiecznie, żeby wiedziała, że jestem z nią. W ciąży jest on (w sensie Synuś) i tylko ona. Nie lubię i sam nie korzystam z wytartego jak sztruksy po trzech latach noszenia frazesu “Jesteśmy w ciąży”. Ale “Jestem z nią” to już co innego. Jestem z nią w każdej sekundzie tych dziewięciu, magicznych miesięcy. Gdy nie jestem akurat ciałem, myślę o niej. Daję siebie całego. I nie oczekuję niczego w zamian, bo wiem, że są rzeczy ważne, i te, które możemy odłożyć na później. Bo teraz liczy się ona i on. Leon. Nie spinam tyłka, gdy schodzę na dalszy plan, gdy ich potrzeby są ważniejsze. Ale…

Co  moimi potrzebami? Czy powinienem o nich zapomnieć? Nie, nie zamierzam. Ja też jestem w tym związku. Ja też chcę czuć miłość, uczucie, ciepło. Bo jeśli go nie otrzymam, trudno będzie mi je dać. Proste – give and you shall receive.

Mam to szczęście, że Bozia pobłogosławiła mnie najbardziej wyrozumiałą ciężarną w historii. To wspaniała kobieta, która rozumie także moje emocje związane z ciążą. I jest przy mnie, by mi w ich rozkminianiu pomóc. Bo że emocje mną targają, to już wszyscy wiedzą. Nawet w pracy spytali wprost: “Czy Marta ma wahania nastrojów”, czemu szybko zaprzeczyłam. “To dlaczego ty masz?” – stwierdzili z wielkim WTF?! wypisanym na twarzy.

Ale i na to mam wytłumaczenie, skrzętnie korzystając z podpowiedzi wujka gugla. Ponoć empatyczni faceci tak właśnie mają. A ja jestem przy mojej Małżonce. Wspieram ją i daję jej poczucie bezpieczeństwa. No, przynajmniej staram się.