Bangkok w dwa dni. O podróżowaniu do stolicy Tajlandii

O Bangkoku, a dokładnie o tym jak nie dać się oszukać w tym mieście pisałam już jakiś czas temu. Teraz chciałabym Wam opowiedzieć o tym, co warto zobaczyć w stolicy Tajlandii i jaki był plan naszego dnia. Bo że warto jechać do Bangkoku, chyba nikogo nie muszę przekonywać.

W naszą wyprawę lecieliśmy pod koniec czerwca. Trochę obawiałam się  pogody, w końcu tam rozpoczynała się pora deszczowa. Mówią, że najlepiej podróżować do Tajlandii w okresie naszej zimy. Wówczas w Tajlandii panuje pora sucha. My jednak zaryzykowaliśmy i nie ma mamy czego żałować – było pięknie. Fakt, na lotnisku przywitał nas deszcz, ale gdy dojechaliśmy już do hotelu, nie było po nim śladu. Kolejne dni były słoneczne i upalne.

W Bangkoku spędziliśmy dwa pełne dni. Lecieliśmy trasą Warszawa-Berlin-Abu Dhabi-Bangkok. Byliśmy akurat w Dęblinie, dlatego wybraliśmy lot do Berlina z Lotniska Chopina. Gdyby nasza podróż zaczynała się w Poznaniu, do stolicy Niemiec dojechalibyśmy samochodem. Główne linie, które obsługiwały lot to Etihad. Na każdym kroku widać było, że to nie łizery czy rajanery. Żadnych plastikowych sztućców, jedzenie full wypas, podobnie i napoje. I to nie pierwsza klasa, tylko zwykła ekonomiczna. Gdy tylko wsiadłam do samolotu od razu usnęłam. Z tym to akurat nie mam problemu 🙂 Pobudki robiłam sobie jedynie na posiłki. Dawid oglądał filmy. Podróż minęła nam bardzo szybko.

W Bangkoku byliśmy około godziny 18. Lądowaliśmy na Międzynarodowym Lotnisku Suvarnabhumi (BKK). Przy wylocie z Bangkoku korzystaliśmy z lotniska Don Muang, obsługującego loty krajowe. Po kontroli paszportowej szybko udaliśmy się do informacji turystycznej po mapę, bez niej ani rusz. Zapytaliśmy też, jak możemy dotrzeć do centrum. Dla nas najkorzystniejszą i najszybszą opcją była taksówka. W terminalu odbierasz numerek, który wskazuje do której taksówki masz wsiąść. Ceny oczywiście wszędzie takie same, uzależnione od dzielnicy do której się jedzie.

Nasz hotel mieścił się w samym centrum Bangkoku. Nazywał się Rambuttri Village Plaza. Mimo że znajdował się zaraz obok słynnej Khao San Road było w nim bardzo cicho. Wybraliśmy go, ponieważ zależało nam na miejscu w centrum miasta. Chcieliśmy po prostu poczuć klimat tego miasta.

Jedną z wielu ważnych kwestii jest waluta. Jeśli zastanawiacie się gdzie wymienić pieniądze, spieszę z radą. Jeszcze na lotnisku wymieniliśmy niewielką sumę, tak żeby wystarczyło na taksówkę. Pamiętajcie  – większej ilości pieniędzy nie opłaca się wymieniać na lotnisku. Kursy są bardzo niekorzystne. Ale chyba każda podróżująca osoba to doskonale wie. Resztę wymienialiśmy w kantorze przy naszym hotelu. Z Polski zabraliśmy ze sobą euro i dolary, ale tak naprawdę nie ma znaczenia jaką walutę będziecie wymieniać.

Na szczęście nie byliśmy zmęczeni, dlatego po zameldowaniu się w hotelu i szybkim prysznicu ruszyliśmy w miasto. Tego wieczora obeszliśmy okolicę naszego hotelu oraz słynną ulicę Khao San Road. Oczywiście od razu musieliśmy spróbować słynnych tajskich potraw – pad thai i sajgonek. Wszystko popijaliśmy zimną wodą kokosową. Dla bardziej odważnych pozostają pająki, skorpiony, larwy owadów itp. My powiedzieliśmy thanks, but no thanks.

Na kolejne dni mieliśmy dokładny plan. No, taki z grubsza, który ciągle zmienialiśmy. Wiedzieliśmy, że nie mamy za dużo czasu, a trochę do obejrzenia jest. My jednak lubimy intensywne zwiedzanie. Zawsze chcemy zobaczyć jak najwięcej, nie zapominając jednocześnie o odpoczynku i kulinarnych przyjemnościach.

Dzień 1 – Wielki Pałac Królewski – Wat Pho – Wat Arun – China Town

Z samego rana, zaraz po śniadaniu wyruszyliśmy do Wielkiego Pałacu Królewskiego. To oczywiście must see w Bangkoku. Najlepiej być tam wcześniej, żeby nie stać w długich kolejkach. My trafiliśmy tam ok 9.30 i wejście do kompleksu poszło nam sprawnie. Trzeba się nastawić na przepychających się turystów, których jest tam mnóstwo. Do tego prawie każdy z parasolem przeciwsłonecznym. Oczywiście byliśmy już zaopatrzeni w długie spodnie i bluzki zakrywające ramiona. Jeśli zapomnicie o odpowiednim ubraniu, będziecie mogli się w nie zaopatrzyć przed Pałacem, za większą sumkę pieniędzy.

Do kompleksu dotarliśmy pieszo, jakieś 15 minut spacerkiem od naszego hotelu. Bilet wstępu kosztuje 500 THB, czyli około 50 PLN. Dokładnie zwiedziliśmy cały kompleks, w tym słynną Wat Phra Kaew, czyli Świątynię Szmaragdowego Buddy. O tę figurkę Tajowie kiedyś walczyli z Laotańczykami. O każdej porze roku Budda przyodziewany jest w inne ubranie. Poruszanie się po kompleksie ułatwiła nam darmowa mapa, dostępna przy kasach.

Następnie dotarliśmy do świątyni Wat Pho, czyli Świątyni Leżącego Buddy. Znajduje się ona niedaleko Wielkiego Pałacu Królewskiego. To nie jedna, a cały kompleks świątyń. Oczywiście najsłynniejsza jest ta z zapierającą dech w piersiach figurą Buddy, pokrytą złotem i mierzącą 15 metrów wysokości i 46 metrów długości. Naprawdę ciężko ją zmieścić w całości w kadrze. W tym miejscu możecie uciec od zgiełku Bangkoku i wcześniej odwiedzanego Grand Palace. Bilet wstępu kosztuje 100 THB. Pamiętajcie – tu także obowiązują długie spodnie.

Pozostała nam jeszcze świątynia Wat Arun. Jest ona jednak położona po drugiej stronie rzeki. Docieramy do niej tramwajem wodnym, który sam w sobie jest atrakcją turystyczną. Na przystani należy powiedzieć na jakim przystanku chcemy się zatrzymać i za tę trasę płacimy jakieś śmieszne pieniądze. Świątynia Wat Arun stanowi punkt widokowy na rzekę Chao Phraya i miasto. Pokryta jest kawałkami porcelany. Wstęp kosztuje 50 THB.

Wieczorem po drzemce wyruszamy do China Town. Niedaleko naszego hotelu jest przystanek tramwaju wodnego, tak będzie najszybciej tam dotrzeć. Przy okazji możemy podziwiać piękne podświetlone zabytki oraz dotrzeć do Flower Market. To właśnie tam w pierwszym sezonie Azja Express zadanie do wykonania mieli uczestnicy finału. Po przejściu wielkiego marketu pełnego pięknych kwiatów udajemy się w stronę China Town w celu posmakowania lokalnych pyszności. My odważnie poszliśmy na pieszo, ale może szybciej i bezpieczniej (w końcu to późnowieczorna Azja, nigdy nic nie wiadomo) byłoby wzięcie tuk tuka. Tam podziwiamy Gate of China Town oraz Wat Trimit czyli Świątynię Złotego Buddy. Niepozorny 3 metrowy posąg zbudowany jest 5,5 ton litego złota. Swoją wyprawę kończymy na Stacji kolejowej. Stamtąd bierzemy tuk tuka bezpośrednio pod hotel. Nasze nogi nie wytrzymałyby powrotu.

Dzień 2 Stojący Budda –  Wat Saket- Park Dusit

Do Wielkiego Stojącego Buddy oraz do Wat Saket, czyli Świątyni Złotej Góry zawozi nas Pan z tuk tuka, czywiście po drodze zabierając nas do fabryki garniturów i sukienek. Jak mogłoby być inaczej….

Stojący Budda to wielki posąg w Świątyni Intharawihan. Zaraz obok znajduje się Szkoła dla Mnichów.

Wat Saket to jeden z najstarszych kompleksów świątynnych w Bangkoku. Wejście na Złotą Górę kosztuje 20 THB. Żeby dostać się na górę, trzeba pokonać “kilka” schodków, ale warto to uczynić dla pięknego widoku na miasto.

Nie bylibyśmy sobą, gdybyśmy nie zapuścili się w dalsze dzielnice. Na pieszo docieramy do Parku Dusit, który w zasadzie pozbawiony jest turystów. Tam podziwiamy Ananta Samakhom Throne Hall. Nie weszliśmy do środka, wystarczyło nam piękno tego budynku z zewnątrz. Może i szkoda, bo od 1 października 2017 roku zamknięto go dla turystów.

Chcieliśmy także zajrzeć do zoo, które znajduje się obok, ale odpuściliśmy sobie. Z powodu remontu nie udało nam się zobaczyć Vimanmek Teak Palace. Jest to dawna królewska villa, obecnie znajduje się tam muzeum. Powrót do hotelu już tylko tuk tukiem. Nasze nogi i tak długo wytrzymały.

Wieczorem po krótkiej drzemce udajemy się ponownie na Khao San Road, żeby skosztować lokalnego street foodu i nacieszyć się urokami nocnego Bangkoku. Tu po raz kolejny wszamaliśmy pad thai (ze wszystkich trzech miejsc, ten był najmniej smaczny) i spróbowaliśmy duriana, słynnego, śmierdzącego owocu (nie polecamy, co widać po mojej minie na zdjęciu ;). Rano wylecieliśmy już na Koh Phangan cieszyć się pięknymi plażami.

I tak na koniec takie podsumowanie, co według nas należy koniecznie zrobić w Bangkoku:

  • zobaczyć Wielki Pałac Królewski,
  • pójść na Khao San Road,
  • przejechać się tuk tukiem,
  • zjeść duriana, pad thai, sajgonki, mango sticky rice, napić się wody kokosowej