Bez skarpet? Oszaleli!

Zima nie odpuszcza. Sorry, taki mamy klimat. I nie zmieni się, przynajmniej do czasu najbliższego zlodowacenia, które, patrząc za okno, chyba już blisko. Ale z tego co widzę na poznańskich trotuarach, to jednak nie – lato pełną parą! Gołe kosteczki nastoletnich fashionistów nie mogą świadczyć o minusowych temperaturach. Wcale.

Taka scena. Stoję na peronie jednej z londyńskich stacji. Zimno, wieje, ogólnie nieprzyjemnie. Ludzie przyciskają czapki do głów, szalikami szczelnie przewiązują każdy wystawiony na wiatr kawałek ciała. Kurtki zamknięte po szyję. Obok mnie stoi młoda dziewczyna. Zimno jej. Drży. Spod czapki już prawie nie widać jej oczu, a i tak jeszcze bardziej naciąga ją na głowę. Ukradkiem zerkam na jej nogi. Cóż, te legginsy mogłyby być trochę grubsze, ale ostatecznie chroni te swoje szkitki przed wiatrem.

Jednak to było za mało, abym zapamiętał ją na dłużej. A tak się stało. Ale nie z powodu wybranej garderoby, a raczej tej, którą zapomniała przyodziać. Przy całym swoim arcy-zimowym opakowaniu, młoda panna była bowiem naga. W kostkach. Krótkie trampeczki, które wybrałbym jedynie przy minimum 15 stopniach na plusie, ona nałożyła przy prawie minusach na termometrze, uzupełniając modne bądź co bądź obuwie brakiem skarpetek. I trzęsła się jak osika!

Ale co tam, stylizacja najważniejsza! Nie ma to tamto, nie będzie jakiś wiatr dyktował jej decyzji modowych. A skoro skarpy nijak mają się do trendy legginsów i fancy crop-topu, to dlaczego miałaby je wybrać? Bo zima? Bo choroba? Bo reumatyzm, czy inne dolegliwości? E tam!

Fast forward kilka lat wprzód i gołokostna moda przywędrowała nad Wisłę. Mieszkając niedaleko technikum, codziennie widzę grupki nastolatków karnie zmierzających na lekcje. I co? GOŁE KOSTKI! Bez znaczenia, dziewczyny czy chłopcy, wszyscy gołą modę usprawniają. Nie mi wybory oceniać, w Vogue jeszcze nie pracuję, ale mróz, jak i głupotę na kilometr wyczuwam. Tak jak kiedyś w Londku, tak teraz w Polsce. Także swoją.

Bo jak inaczej nazwać brak ciepłego okrycia, przy warunkach, jakimi raczy nas tegoroczna zima? Siódma rano, na termometrze dycha na minusie. Jak nic trzeba ubrać się ciepło. I przy całej nienawiści, jaką darzę czapki, nawet ja wybieram ciepłe okrycie głowy. Fryzura ucierpi, no cóż. Najwyżej w pracy poświęcę chwilę na ułożenie extra quiffu. Zima wygrała, moda przegrała. Poddałem się, choć nie było łatwo. Nie chcę się narażać Małżonce, a i z chorobą mi nie po drodze. Ale nie tym młodym fashion victims, którzy z dumą prezentują zgrabne kostki. Golizna rulezz, nawet przy trzeszczących mrozach. No bo po co im myśleć, skoro młodości nic nie zaszkodzi?

Szkoda, bo niestety zaszkodzić może, o czym każdy lekarz zapewnia. Wszyscy medycy przekonują, żeby zimą ubierać się na cebulkę – mówiąc wprost, wybierajmy wiele warstw, które lepiej będą chronić przed chłodem. Każdy skrawek ciała powinien być zabezpieczony, a nie wystawiony na mroźne efekty pogodowej niepewności. A tu proszę, gołe kosteczki.

Dobrze pamiętam siebie w wieku nastoletnim, gdy każdy chce się przypodobać, być modnym, cool czy jak to się tam teraz mówi. Snapa z rana trzeba wysłać, ok, to już wiem po konsultacjach z młodocianym praktykantem w pracy. Wgrać tindera na smartfona też. Ale żeby zdrowie narażać? To już granica przekroczona. O całą nagą kostkę.