Jestem ciastoholikiem. Pomóżcie!

Lody jagodowe. Kremóweczka od Sowy. Szarlotka Teściowej. Serniczek Mamusi. To tylko kilka elementów, które przyczyniają się do mego uzależnienia od cukru. I mimo że wiem, że muszę sobie pomóc, nie potrafię. Bo jak tu odmówić kawałeczka domowego ciasta, albo gałeczki zmrożonej masy owocowo-śmietanowej? No jak? Czy ktoś zna odpowiedź?

Konia z rzędem temu, kto zna metodę na obżarstwo. Tak jak kiedyś, gdy walczyłem z giga nadwagą, tak i teraz, gdy mam kilka nadprogramowych kilogramów, chętnie przyda się słowo pocieszenia i plan na zrzut.

Zrzucić chcę z siebie uzależnienie, które towarzyszy mi od zawsze. Od kiedy pamiętam, słodkości były moją wódką czy papieroskiem. Jedni wolą puścić dymka, inni walnąć kielicha. Ja upajam się węglowodanami. I nie ma znaczenia skąd pochodzą, ważne, że smakują pysznie i łechcą moje podniebienie.

Na takich jak ja, Anglicy mówią, że mają “sweet tooth”. Oj, się zgadza, tylko że po tych wszystkich sweetnościach, będę miał problemy z tooth! Dlatego muszę sobie powiedzieć “basta”! I to szybko, bo wkrótce zacznę przypominać pączusia. Tak jak i kilkanaście lat temu, gdy moja Mama, niby z miłością, a jednak lekką drwiną w głosie, śpiewała w moim kierunku “Pączek, pączek, w tłuszczu malowany…”. Wtedy wszystko się zgadzało, kilkanaście kilogramów później już nie. Teraz niestety, znowu trzeba zawalczyć.

Ale pytam się, ponownie, jak?! Jak walczyć z uzależnieniem od słodyczy?! Gdy jesteśmy u siebie jeszcze daję radę. Jeszcze jakoś wytrzymuję. Powiem sobie, że nie ma słodkości przez tydzień, i potrafię w tym postanowieniu wytrwać. Gorzej na wyjazdach. Wystarczy, że przekroczę próg domu Rodziców, jednych  drugich, i zaczyna się. A to pierożek z owocami, koniecznie z pierzynką ze śmietany i sporą dawką cukru, a to kawałeczek świeżutkiej szarlotki. Nie wspominam już o dobrociach z pobliskich cukierenek, słodkich bułkach na śniadanie i lodach, najlepszych lodach z maszyny na świecie!

I tak mija weekend, kilka dni, tydzień, czasami dwa. Wracasz potem do siebie i od razu czujesz, że coś jest nie tak. Że spodnie trochę przyciasne, a koszulka jakoś tak dziwnie opina ciało. Wchodzisz na wagę i szczęka szybko ląduje na podłodze. Bierzesz się za siebie, biegasz o szóstej, żeby zdążyć przed pracą, już trochę wskazówka się ruszyła i….. Znowu jedziesz w to grzeszne miejsce, gdzie dobroci kuszą bardziej, niż w czeluściach piekielnych.

A tam moja Teściowa kochana. Kusiciel pierwsza klasa, który w minutę po ostatnim kęsie kotleta, już namawia na łyżeczkę lodów. Tylko że z tej łyżeczki robi się cały pucharek, z owocami, wiórkami kokosowymi, czekoladą w kawałeczkach i bitą śmietaną. Jak tu jej odmówić?

Jak tu też odmówić słodkości, gdyś przyzwyczajony, że to nagroda? Nie udawajcie, że nie wiecie o co chodzi. Przecież od małego uczą nas “Bądź grzeczny, a dostaniesz loda”, “Jeśli dasz mamusi odpocząć, pójdziemy na gofry”, “Siedź cicho, bo nie dostaniesz cukierka”. I tak wytrzyma tych kilka chwil, by tego bon bona wyciągnąć, ale za chwilę rusza z kolejną porcją krzyków, szarpnięć, kopnięć i rzutów na ziemię. A rodzic? No co mu pozostaje? Daje mu znowu tego cukierasa, kupuje mu prins polo i szczęśliwy, bo dzieciak usłuchany. A że za chwilę przytyje do rozmiarów przeogromnych? Łotewa, liczy się efekt. Krótkotrwały.

To chyba jednak z najgorszych rzeczy, jakie można zrobić własnemu dziecku. Te złe nawyki żywieniowe, które w przyszłości przyniosą nie tylko nadprogramowe kilogramy, ale i demony, z którymi będzie musiał mierzyć się przez lata.

Dlatego, wyciągając wnioski z własnej historii, nie chcę, żeby Leny był sugar-addicted. Wiem, że dziś trudno od niego uciec, przecież cukier dodają do wszystkiego! Wiem jednak, że możemy nauczyć go mądrego żywienia, możemy pokazać mu, jak docenić wodę zamiast coli czy jabłko zamiast cuksa. Ale żeby nie było, czasami i dumlem się z nim podzielę, aż takim złym rodzicem być nie zamierzam. Nie chcę jednak, by pomyślał, że ten dumelek to nagroda. Bo nagrodą będą zdrowe zęby i właściwa waga.