Mięśnie dna miednicy w ciąży – czy to ważne?
Total
15
Shares

Dziś będzie bardziej naukowo, poważnie, ale z takimi tematami też musimy się zmierzyć. Mam nadzieję, że Was zainteresuję i zainspiruję do działania.

Z tematem dna miednicy głębiej zaznajomiłam się na Warsztatach Świadoma Mama, a później w szkole rodzenia. Trochę szkoda, że dopiero teraz. Ale lepiej późno, niż wcale. Oczywiście słyszałam o mięśniach Kegla, ale nic z nimi nie robiłam. Gdybym wiedziała, jak ważne to zagadnienie nie tylko dla kobiet, ale dla Was, Panowie również, pewnie już wcześniej zabrałabym się za pracę nad nimi.

No bo jak wytłumaczyć to, że dbamy o mięśnie brzucha, nóg, pośladków i rąk, a o tych dna miednicy zapominamy? Może dlatego, że znajdują się na tyle głęboko, że często o ich istnieniu po prostu nie wiemy.

Ale od początku. Co to są te mięśnie?

Mięśnie dna miednicy podtrzymują organy, które się w niej znajdują, czyli cewkę i pęcherz moczowy, macicę, pochwę i odbytnicę. Mimo, że nie można ich zobaczyć gołym okiem, pełnią bardzo ważne funkcje:

  • podtrzymują narządy na miejscu,
  • zamykają – to dzięki nim potrafimy trzymać mocz i stolec,
  • otwierają, np. w trakcie porodu,
  • stabilizują nasz tułów i kręgosłup – wchodzą w skład grupy mięśni tworzącej tzw. core stability, czyli stabilizację centralną,
  • pełnią ważne funkcje seksualne – umożliwiają osiąganie orgazmu.

Dno miednicy składa się z trzech warstw: wewnętrznej, środkowej i zewnętrznej.Oczywiście musimy pracować nad nimi wszystkimi, aby nasze mięśnie działały prawidłowo. Niestety często pracujemy tylko nad tymi zewnętrznymi (bo najprościej), zapominając o pozostałych. A nie w tym rzecz.

Co może spowodować dysfunkcję ich pracy? Chociażby ciąża i poród, dlatego właśnie teraz jest to dla mnie tak ważne. Każda z Was powinna przemyśleć ten temat, szczególnie, jeśli planujecie w przyszłości starać się o dziecko. Wszystko dlatego, że mięśnie dna miednicy właśnie w trakcie tych wyjątkowych 9 miesięcy narażone są na największe ryzyko osłabienia. Rosnąca waga dziecka powoduje coraz większy nacisk na dno miednicy, a to może doprowadzić do problemów z utrzymaniem narządów w odpowiednim miejscu. Poza tym w trakcie porodu dno miednicy bardzo się rozciąga i, co najgorsze, po porodzie może pozostać w takim stanie. Na zawsze.

Ale, ale! Żeby nie było, że tylko kobiety rodzące naturalnie są narażone na takie problemy. Dotyczy to także tych po cesarskim cięciu.

Dodatkowo musicie uważać na sposób kichania i kasłania. Odwracajcie się do boku, nigdy nie kichajcie na wprost. Kichanie i kasłanie na wprost było u mnie na poziomie dziennym, do tego jeszcze zamykanie nosa. Dawid ciągle zwracał mi uwagę: „Nie zamykaj nosa, bo jeszcze ci bębenki pękną!”. No ale ja swoje i dalej kicham po staremu. Ale jest coraz lepiej, bo jak Mąż zalecił, to pewnie ma rację.

Musimy też zapomnieć o zbyt intensywnych ćwiczeniach fizycznych, zwłaszcza o skokach na trampolinie. Działa tu siła grawitacji i w przyszłości można mieć problemy z nietrzymaniem moczu. Dobrze, że przed ślubem nie zapisałam się na zajęcia na trampolinie. A miałam już taki zamiar z nadzieją, że w fajny i szybki sposób stracę kilka kilogramów. Na szczęście plan spalił na panewce i pozostał rower.

Pamiętajcie, że wszystkiemu możemy zapobiec ćwicząc mięśnie dna naszej miednicy. Powinien być to nieodzowny element naszej ciąży. A warto, bo zyskacie:

  • bardziej elastyczne i wzmocnione mięśnie, ważne przy dźwiganiu maluszka,
  • kontrolę nad swoim ciałem w trakcie porodu (np. przy wypychaniu główki dziecka),
  • elastyczne, rozluźnione mięśnie, chroniące przed urazami (np. pęknięcie krocza),
  • szansę na szybszy powrót do formy po porodzie,
  • większą satysfakcję z seksu (nie ukrywajmy – to bardzo ważne :),
  • pewność, że w przyszłości nie będziecie miały problemu z nietrzymaniem moczu i obniżaniem się narządów

I tak na koniec – jak ćwiczyć mięśnie dna miednicy?

Dziewczyny, jest to naprawdę bardzo proste. Trochę obrazowo, taki trening można porównać do jazdy windą. Gdy jedzie w górę, napinamy mięśnie (podciągamy je), gdy zjeżdża w dół – rozluźniamy.

Przed rozpoczęciem ćwiczeń, musicie zlokalizować dno miednicy – to te mięśnie, którymi możecie zatrzymać strumień moczu. Gdy już je rozpoznacie (no bo kto zna Wasze ciało lepiej, niż Wy same), możecie rozpocząć ćwiczenia. A możecie to zrobić zawsze i wszędzie – w kolejce w sklepie, w pracy przy biurku, w trakcie oglądania Sablewskiej. Pamiętajcie jednak, aby kontrolować swoją mimikę twarzy, szczególnie w miejscu publicznym.

Ja ćwiczę w domu. Zaczynam od rozluźnienia się. Ostatnio najczęściej robię to na piłce, ale zdarzyło mi się ćwiczyć, gdy leżałam na kanapie albo przygotowywałam obiad. Każda może sobie wybrać powód, dla którego chce trenować. Na przykład Samantha z Seksu w wielkim mieście pracuje nad swoimi mięśniami dna miednicy dla udanego życia seksualnego (a to niespodzianka!). Tak przypadkiem dowiedziałam się o tym, gdy pisałam ten post, a w telewizji po raz kolejny leciała powtórka serialu.

Pamiętajcie też o odpowiednim oddechu – na wdechu napinamy, na wydechu rozluźniamy. W ciągu dnia wykonuję ok. 120-200 powtórzeń podzielonych na serie. Każde napięcie musi być tak samo intensywne, aby miało sens.

Przygodę z mięśniami na pewno nie zakończę po urodzeniu Leona. Po porodzie już w 2 dobie można ponownie zacząć ćwiczyć mięśnie dna naszej miednicy. Pamiętajcie o nich!

Dziewczyny, wiecie już co i jak, zatem do dzieła. Good luck!!!!

 

Total
15
Shares