Moje doświadczenia z aparatem ortodontycznym. Czy warto?
Total
20
Shares

“Zęby to Twoja wizytówka. Dbaj o nie” – powtarzała mi moja Ciocia, która podczas wakacyjnych pobytów w jej mieszkaniu w Sopocie, ganiła mnie na brak higieny. Od tego czasu wiele się zmieniło, w tym i moja wizytówka. W dużej mierze jest to zasługa aparatu ortodontycznego, który kilka lat temu miałem przyjemność mieć. Czy rzeczywiście było to przyjemne i czy ponownie założyłbym metal na zęby?

Mam takie nieodparte wrażenie, że kiedyś rzadko kto dumał nad zębami. No cóż, jeśli się zepsuły trzeba było je usunąć i tyle. Potem państwo zadbało o szufladkę i tyle było w temacie. Co bogatsi cieszyli się, gdy natura zwinęła im uśmiech, bo lepiej było wstawić sobie złoto – chyba nic lepiej nie świadczyło wówczas o Twym statusie niż złote zęby. Masakra…

Na szczęście te czasy minęły i dziś w cenie jest hollywood smile. Tak, dokładnie, taki uśmiech filmowy. Idealnie biały. Jak u Clooneya. Taki właśnie mi się marzył. I o taki postanowiłem zawalczyć. Ale chyba wybrałem sobie zły czas, bo decyzja ta zapadła w Anglii, gdzie od dentystów i ortodontów bogatsza jest tylko Królowa.

Ale od początku…

Zacznę od tego, że wiele osób twierdziło, że nie potrzebuję aparatu. Miałem ładne zęby, wszystko się zgadzało. Ja jednak czułem się źle, bo jedna jedynka i dwa zęby w dolnej szczęce niestety trochę się przesunęły i coś, czego inni nie widzieli, u mnie powodowało duży dyskomfort. Dlatego, mimo braku wsparcia ze strony praktycznie nikogo, postanowiłem udać się do ortodonty.

Pierwsze kroki skierowałem do mojej dentystki, która poleciła mi specjalistkę od aparatów z Torunia. Ok, z Inowrocławia nie ma daleko do stolicy piernika, ale zawsze to wyprawa. No ale czego nie robi się dla tego cudnego uśmiechy z Hollywood 🙂 Pojechaliśmy tam razem z moją Siostrą Eweliną, która również myślała o takiej procedurze.

Pani ortodontka, bardzo znany specjalista, pierwsze co kazała mi zrobić to usunąć ósemki. WSZYSTKIE! Ja w szoku, bo przecież dlaczego łaj, a ona na to, że trzeba, bo potem będ a wypychać inne zęby i wszystko pójdzie na marne. Trochę załamka, bo myślałem, że damy radę bez takich horrorów. Na tym etapie już nie myślałem nawet o podróżach do Polski co dwa miesiące na wizytę, po prostu obawiałem się stracić cztery zdrowe zęby!

Dlatego postanowiłem zasięgnąć opinii innego lekarza, tym razem w Londynie. Znalazłem ortodontę z Polski, który co prawda wykształcił się też w UK, ale mieszka w Gorzowie i to tam leczy na co dzień. Jedynie raz w miesiącu latał do Anglii, by tam przyjmować zagranicznych pacjentów. I emigrantów również 😉

Pierwsza wizyta i bach – Panie Dawidzie, trzeba zrobić stały aparat, nie żaden tam delikutaśny, przezroczysty, taki fancy, który każdy chciałby mieć. Z prostej przyczyny – te supermodne aparaty nie dają takiej gwarancji, jak tradycyjny, najmocniejszy aparat. Pisząc tradycyjny mam na myśli dokładnie taki, z których wyśmiewają się wszystkie teensy w amerykańskich filmach. Cóż, uznałem, że kto jak kto, ale lekarz wie, co mówi, więc na taki aparat się zdecydowałem.

I szczerze, absolutnie nie żałowałem. Śmieję się tak wyraźnie i tak szeroko, że chyba tylko osoba z problemami ze wzrokiem nie zauważyłaby u mnie aparatu, więc łotewa. NO i się zaczęło…

Zaplanowałem sobie pierwsze dni – gerberki i tyle. Miałem wizję, że nic nie będę mógł zjeść, że pozostanie mi tylko podawanie jedzenia jakąś tubą. Nic z tego! Ok, tego samego dnia zjadłem tylko kilka winogron i rzeczone dwa gerberki, ale już drugiego dnia praktycznie nic nie czułem! Na śniadanie wjechala kanapka (oczywiście bez skórki, jeszcze tak cudnie nie było ;), ale w ciągu kilku kolejnych dni wróciłem do swoich normalnych nawyków. Dobrze pamiętam, jak w trzy tygodnie po założeniu aparatu skusiłem się na kanapkę kupioną gdzieś w centrum Londka, zrobioną na bazie pysznej, pszenno-żytniej bułki, z mega chrupiącą, ale bardzo twardą skórką. No i nic! Wgryzłem się w nią tym aparatem i na szczęście nie było żadnych problemów. Tego trzymałem się przez cały rok.

ROk, no z kawałkiem, bo tylko tyle musiałem mieć aparat. Poszło ekspresowo, dokładnie 15 miesięcy. Zęby się wyprostowały, inne wróciły na swoje miejsce. Żadnych podrażnień, żadnego bólu, tylko piękny, prosty uśmiech. Akurat tego samego dnia, gdy ortodonta ściągała aparat, w odwiedziny ze swoją kilkumiesięczną córeczką przyjechała moja Siostra i zamiast ugościć ją, musiałem jechać do centrum miasta na wizytę 🙂 Obróciłem jednak w niecałe trzy godziny, a przy londyńskich odległościach liczonych w dziesiątkach kilometrów to naprawde było niewiele. Miałem więc kilka powodów do zadowolenia – Siocha z Malutką u mnie, uśmiech gotowy, więc szalejemy! Ofkors, na tyle, ile pozwoliła nasza najmłodsza Towarzyszka 😉

Gdybym miał oceniać, czy warto zakładać aparat czy nie, szczerze poleciłbym to każdemu. Nie zastanawiajcie się po co zakładać aparat ortodontyczny, tylko to zróbcie! Jeśli nie czujecie się dobrze, jeśli przeszkadza Wam nawet najmniejsza wada zgryzu, nie ma na co czekać. Ja zdecydowałem się na takie leczenie, mimo niewielkiej wady, ale wiem, że za nic nie zmieniłbym tej decyzji. Dziś śmieję się bez obaw, bez stresu, a to ważne, bo powinniśmy śmiać się na całego. Jak tak mogę, właśnie dzięki aparatowi. I Wam, jeśli go potrzebujecie, też go polecam.

Total
20
Shares