#odkrywamypolskę – Kwaśne Jabłko
Total
23
Shares

Po raz pierwszy w naszym cyklu nie zaprosimy Was do miasta. Po raz pierwszy miejsce, które opiszemy będzie… No właśnie? Czym tak naprawdę jest Kwaśne Jabłko, w którym spędziliśmy jeden z najbardziej magicznych weekendów w naszym życiu?

Wszystko zaczęło się skromnie, od zaproszenia do naszych Przyjaciół na miłą kolacyjkę. “Oczywiście, wbijamy!” – wspólnie krzyknęliśmy, nie spodziewając się tego, co nas spotkało. Otóż zostałem poproszony o zostanie świadkiem. Przyznam, że taki zaszczyt spotkał mnie po raz pierwszy w moim życiu. Nie wahając się ani chwili, powiedziałem tak. Jak się okazało, to był dopiero początek pięknej przygody, która miała miejsce gdzieś między Ostródą a Dobrym Miastem.

Oczekując szczegółów uroczystości, ponownie zostaliśmy zaskoczeni. “Wyjeżdżamy, także zarezerwujcie sobie weekend” – powiedzieli przyszli Państwo Młodzi. I tak pod koniec maja wyruszyliśmy w miejsce mi nieznane, czyli na Warmię. O pięknie tego regionu i sąsiadujących Mazur słyszałem nie raz. Wszyscy zachwalali piękne widoki, smaczne jedzenie, miłych ludzi. No dobra, ale przecież tak mówi każdy sprzedawca w biurze podróży, który chce naciągnąć nas na last minute na Malediwach. Jaką więc mieliśmy mieć pewność, że na Warmii będzie inaczej, albo po prostu – zgodnie z prawdą?

I tu, muszę przyznać, życie nas ponownie zaskoczyło. Okazało się, że miejsce, do którego zostaliśmy zaproszeni, to kawałek agroturystycznego nieba na warmińskiej ziemi. Tym miejscem, które już w pierwszej sekundzie pobytu zdobyło nasze serca, jest Kwaśne Jabłko. Jeśli o nim nie słyszeliście, zapiszcie sobie tę nazwę, bo pod koniec tego wpisu, będziecie chcieli tam pojechać 😉

Wracając do charakteru Kwaśnego Jabłka – pisząc agroturystyka może trochę zagiąłem rzeczywistość. Gdy myślę o tego typu wakacjach, mam przed oczami krówki i świnki biegające przy zagrodzie, konie, które zawiozą nad rzekę i starszą panią, zapraszającą na kolację typu czym chata bogata. Jeśli i wy tak myślicie o agrowczasach, mam dla Was info – jesteśmy w błędzie! Kwaśne Jabłko to idealne wczasy dla takich, jak my – młodych mieszczuchów, codziennie wspinających się po szczeblach kariery, którzy raz na jakiś czas potrzebują odskoczni od szarej rzeczywistości, ale nadal z odrobiną cywilizacji.

  Cisza, spokój, radość. Tak właśnie jest w tej pięknej osadzie niedaleko Włodowa. Właściciele Kwaśnego Jabłka to para przemiłych, otwartych młodych ludzi, którzy, jak to bywa w tego typu opowieściach, rzucili wielkie miasto i przenieśli się na wieś. Im jednak, w przeciwieństwie do wielu kaskaderów życiowych, udało się. Może dlatego, że mogli liczyć na siebie i nigdy nie cofnęli się z raz obranej ścieżki? A może po prostu mieli szczęście do ludzi i miejsca, które ich zaakceptowało? Tak czy siak, to tu stworzyli dom, do którego zapraszają swoich gości.

Kwaśne to nie tylko piękny, stary, odnowiony dom, ale też nowoczesny obiekt, w którym nasze serce skradła kuchnia, a dokładnie stół. Siedząc przy tym dziele sztuki, zachwycicie się zapachami, smakami, teksturami świeżo przygotowywanego jedzenia, które cały czas zaskakuje. Tu nie dostaniecie schaboszczaka z pyrami, sorrryy za poznańską gwarę – ziemniakami 😉 A nawet jeśli, to z hipsterskim twistem, który yuppie-Polakom z pewnością się spodoba.

No i oczywiście rzecz dla wielu najważniejsza, czyli alko. Nie, nie, absolutnie nie popieram pijaństwa, sam, jak wiecie, alkoholowy nie jestem, co już kiedyś opisałem. Ale cydr, jakiego w Kwaśnym Jabłku możecie skosztować, jest obłędny, także degustacja jest obowiązkowa

W tym uroczym miejscu spędziliśmy dwa piękne dni, których ukoronowaniem był ślub naszych Przyjaciół. To była jedna z najpiękniejszych uroczystości, w jakich braliśmy udział. Wyobraźcie sobie – słońce świeci wysoko, drzewo, tuż przy wielkim tarasie, daje odrobinę chłodu, kolorowe krzesła, równiutko ustawione w rządek i młoda para, przyrzekająca sobie miłość na wsze czasy. A w środku tego wszystkiego my, świadkowie tej wspaniałej chwili….

Nie wiem, czy nasze wrażenie z wizyty w Kwaśnym Jabłku nie są “zanieczyszczone” myślą o ślubie naszych Przyjaciół. Może nie było tam aż tak pięknie, może to miejsce wcale nie przypomina na żywo tego, ze zdjęć. Może ludzie są niemili, cydr zbyt gorzki, a jedzenie słabe.. Może… Dlatego pojedziemy tam przynajmniej jeszcze raz, żeby się o tym przekonać 😉

Zdjęcia: Iwona Kłoczewska

Total
23
Shares