Przestań, k…., czyli jak przeklinać, by ci darowali
Total
14
Shares

Ok, przyznam, zdarza mi się rzucić mięsem. Ubolewam nad tym, ale jakoś nie mogę nad tym zapanować. Wiem, że robię źle, wiem, że trzeba to zmienić, szczególnie teraz, gdy jest Maluszek. Tylko… jeśli się dostosuję, to nadal… będę to ja, czy już ktoś zupełnie inny?

Cofnijmy się mniej więcej 20 lat. Jest połowa lat 90. Dawidek chodzi do piątej, szóstej klasy podstawówki. Wzór do naśladowania. Grzeczny, ułożony. Zawsze powie dzień dobry, przepuści w drzwiach, a nawet pocałuje w rękę. Tak, tak, ten niespełna dziesięcioletni dżentelmen miał w zwyczaju całować wychowawczynię w rękę na powitanie, z czego jego Mama musiała tłumaczyć się nauczycielce.

To były czasy, gdy koledzy Dawidka oferowali mu pieniądze za jedną konkretną rzecz – by powiedział słowo na k. I jak się pewnie domyślacie, nie przyjął ich i nie złamał swoich zasad. Nigdy! Po prostu uznał, że nie wypada, że to słowa zarezerwowane dla dorosłych, którym może się przydarzyć. Ale nie dzieciakowi! I tak tkwił w swoim mało-bluźnierczym błogostanie przez wiele lat, by niestety ostatecznie ulec pokusie rzucenia mięsem.

Co się stało? Aj, długo by tłumaczyć. Najważniejsze – pojawiła się dorosłość, ze wszystkimi swoimi możliwościami, ale i problemami. I nie mam tu na myśli kłopotów życiowych, ale ludzkich. Bo to ludzie powodują, że czasami nie mogę. No po prostu nie…

Jako człowiek pełen emocji, wybuchowy, uparty i niestety wszystko wiedzący, nie mogłem sobie poradzić z głupotą ludzką. Im bardziej wdrażałem się w dorosłe życie, im częściej spotykałem różnych ludzi na swojej drodze, tym bardziej nie mogłem poradzić sobie z ich podejściem, które – mówiąc, wprost, wkurzało mnie na maksa. I wtedy odkryłem, że nic tak nie poprawia mi humoru, jak soczysta…. No właśnie, i tu znowu jest miejsce na słowo na k. Ta ulga, ten odpływ zdenerwowania, ahhh! Warto było zaszaleć z uliczną łaciną. To było to! Odkrycie! Nareszcie znalazłem ujście dla wzburzonych emocji, sposób na spokój duszy.

Ale to, co mi dało tyle radości, swoiste uczucie wyzwolenia, nie spodobało się. Otaczający mnie ludzie zaczęli dystansować się ode mnie. No bo jak to, taki wykształcony, elegancki, dobrze wychowany człowiek, tak nagminnie nie przebiera w słowach, a wręcz przeciwnie – z lubością wstawia “przecineczki”? OMG, prawie krzyknęło społeczeństwo! Przeklinanie? Nie przystoi! I choć wszyscy to robią (no może nie wszyscy, ale większości z nas się przecież zdarza), spotkał mnie ostracyzm z powodu kilku bardziej dosadnych określeń.

Zastanawiałem się, co zrobić. Dostosować się, czy uparcie tkwić przy swoim? Moja rogata, barania dusza mówiła “Olać!”, wewnętrzna dyplomacja nakazywała jednak akceptację zmian. I jak to pogodzić? Jak stać się lepszym Dawidem, skoro ten Gałat swoje. Ale znalazłem metodę.

Trzeba być sobą.

Wiem, banał, ale taka jest prawda. Nie mogę ukrywać tego, kim jestem. Nie będę się krył z moimi emocjami, z tym, że coś nie wkurza, a nawet wkur… yhmmmm, no wiecie o co chodzi. Bo nic nie pomaga mi w emocjonalnym odpoczynku po spotkaniu z głupim człowiekiem, niż dobre, stare przekleństwo. Jestem ułomny, wiem, głupio nawet, że się tu i teraz do tego przyznaję, ale sorry, taki już jestem.

Jedni w emocjach palą wszystko, co się da. Inni zalewają robala litrami procentów. Trzecia metoda – słodycze, przemawia do mnie najlepiej, ale oponka na brzuchu i wyginająca się od nacisku waga nie kłamią. To nie jest metoda dla mnie. A jakaś być musi, moi Drodzy, bo już całkowicie bym zwariował. Musi być jakiś outlet tych piętrzących się emocji, jakaś dziurka, przez którą wszystkie złe wrażenia uciekną. Dlatego przepraszam, pozostanę sobą, ale…

Jako, mimo wszystko, dobrze wychowany człowiek, za tę szczerość przepraszam. I zapewniam, że życie życiem, ale blog miejscem na wyrzucanie z siebie brudu nigdy nie będzie. Emocje też tu były, są i będą, tacy po prostu jesteśmy. Nie chcemy jednak, by pojawiło się tu coś, czego potem będziemy żałować. A z pewnością miałbym do siebie pretensje, gdybym nasza wspólna – Marty, Leona i moja twórczość, była powiązana z paradą przekleństw.

Dlatego, mimo że nadal będę sobą i czasami się przydarzy, obiecuję i Wam, i sobie, że przecinków będzie jak najmniej. Tych na k i temu podobnych. Słowo blogera 🙂

Total
14
Shares