Rozmowa w związku. Po co to komu?

Szczerze – uwielbiam rozmawiać. Lubię ludzi, lubię ich poznawać, a nie ma lepszej opcji, aby dowiedzieć się czegoś o drugim człowieku, niż rozmowa. A skoro tym drugim człowiekiem jest osoba, z którą tworzysz związek, odpowiednia komunikacja jest niezbędna. A może nie?

Jestem gadułą i tego nie ukrywam. Zdarza mi się gadać godzinami, jeśli tylko znajdę sobie godnego druha do rozmowy. I nie mam z tym żadnych problemów. Skaczemy wtedy z tematu na temat, czasami nawet nie wiedząc, kiedy z dyskusji o planach wakacyjnych doszliśmy do ewolucji człowieka i planu budowy elektrowni atomowej! Ale, jak dobrze, wiecie, gdy się klei, nie warto niczego psuć.

Tak było też w mojej  relacji z Martą. Od razu wiedziałem, że trafiłem na osobę, która myśli podobnie. Ale, ale! Żeby nie było, że to taka filmowa perfekcja. Wiecie o czym mówię. W amerykańskich filmach zawsze tworzą taką bajeczkę – że był na imprezie, nikogo nie znał, ale spotkał dziewczynę i przegadali całą noc. I nie zauważyli nawet, jak świat przemknął obok nich, bo ta noc zleciała w trymiga. A potem to już tylko ślub, dzieci i w ogóle cud miód orzeszki.

Ok, pewnie są i tacy, którzy tak mają, ale coś trudno mi uwierzyć. U nas z pewnością było pięknie, ale też musieliśmy nauczyć się rozmawiać. Dlaczego? Nie chodzi tu tylko o fakt, że Marta ciągle mi przerywała (bożeeee, jak ja tego nienawidzę! grrrrrrrrrrrrr!!!!). Na szczęście udało się to wyplenić – alleluja!) 🙂 Mam tu na myśli szczerą rozmowę, o nas, o naszych potrzebach, oczekiwaniach, granicach, wolności, swobodzie i milionie innych rzeczy, które warto przegadać, planując z kimś życie.

Często mówi się, że słyszymy, ale nie słuchamy. A przecież podobnie jest z rozmową. Niby rozmawiamy, w sensie komunikujemy się, wymieniamy słowa, ale czy rozmawiamy?

  • Cześć.
  • No hej.
  • I jak w pracy?
  • Dobrze, a u Ciebie?
  • Może być, ale wiesz jak to jest w czwartki. Kupiłeś chleb?
  • Tak, ale mieli tylko pszenny..
  • Dobra, może być. Zajmij się małą przez godzinę, ja idę na pocztę. Będę za godzinę.
  • Do zobaczenia.
  • No kissy.

Tyle. To cała rozmowa. Dla mnie jednak nie. To tylko wymiana komunikatów – robię, kupię, idę, załatwię. Czego mi brakuje? Szczerej rozmowy. Rozmowy o uczuciach, wrażeniach, oczekiwaniach. O nas i o sobie. Stuprocentowej, bez owijania w bawełnę. Bo tylko taka gwarantuje, że się poznamy.

Ok, już pędzę z odpowiedzią na zarzuty, że tworzę tu bajkę. Nie, to nie jest mój cel. Taka wymiana zdań, jak ta zacytowana powyżej, zdarza się też i nam! Jesteśmy przecież normalnymi ludźmi, z normalnymi problemami i codziennością. Też musimy dzielić się opieką nad dzieckiem, też chodzimy na pocztę i zakupy. Ale! W tej codzienności znajdujemy również czas na rozmowę, na emocje. Dzielimy się swoimi rozterkami, wrażeniami. Czasami gorzkimi, a i oczywiście. Nie zawsze jest słodko. Ale gdy przetrawimy tę gorzką pigułkę, pojawia się uśmiech i nadzieja, że od teraz będzie lepiej.

Mam wrażenie, że często zapominamy o sobie i swoich potrzebach. Nie raz, nie dwa słyszałem ludzi, którzy narzekali – nie pozmywa, nie przyniesie kwiatka, nie posprząta, nie zajmie się małym itd. Ale czy ty kiedykolwiek mu o tym powiedziałaś? Czy ona wie, że nie lubisz, że cię ogranicza? Dlaczego nie podzielisz się z nim swoją opinią na ten temat? A potem dziwią się, że w związku brakuje zrozumienia.

Podobnie jest z granicami, jakie każdy z nas ma. Wchodzimy w związek już jako ukształtowani, dorośli ludzie. Mamy swoje przyzwyczajenia, od których trudno jest nam odejść. Ale partnerstwo to sztuka kompromisu, szczególnie, gdy w Twojej przestrzeni pojawia się druga osoba. I nagle zaczyna ci to przeszkadzać! Chodzisz naburmuszony, wręcz obrażony, a ona biedna nie wiem o co loto. Ale skąd ma to wiedzieć, jeśli nic nie mówisz? Powiedz jej o swoich wnioskach, a z pewnością znajdziecie rozwiązanie.

Ale żeby zacząć go szukać, najpierw warto otworzyć usta. I nie rzucać na prawo i lewo tego, co ślina na język przyniesie. Rozmowa, Moi Drodzy! Rozmowa to podstawa. Bo przecież warto rozmawiać 😉