To już obsesja! O naszej miłości do zdjęć
Total
16
Shares

Są wszędzie. Jest ich dużo, a będzie jeszcze więcej. I nie zamierzamy tego zmieniać – lepiej mieć dużo zdjęć, niż brzydką tapetę 🙂 Dziś dzielimy się z Wami naszą wielką miłością, jaką są zdjęcia.

Jak na dzieci, które wychowały się na początku lat 90., gdy o dobry aparat zapewne nie było tak łatwo, mieliśmy mnóstwo zdjęć. MNÓSTWO! Do dziś cała szafka w domu rodziców wypchana jest fotkami. Jest tam kilkanascie albumów, ale i tak większość, aż wstyd się przyznać, leżakuje w pudełkach. Słabe to, wiem, ale mamy ich bardzo dużo, i jakoś tak nigdy nie zabraliśmy się do ich uporządkowania. Może przyszedł na to czas??? Pewnie tak, dlatego obiecuję, że się za to wezmę.

Będzie to jednak trudne, patrząc na tempo, w jakim dokładamy setki kolejnych zdjęć. Tylko z podróży poślubnej przywieźliśmy ich kilka tysięcy! Oczywistka, w dobie cyfrowej nie każde trzeba wywołać, ale i tak staramy się wydobyć z tej całej puli perełki, które trafią do ramki czy albumu.

Moja Babcia, widząc, jak dużo fotografii mamy w naszym rodzinnym domu, zażartowała kiedyś, że chyba będziemy nimi tapetować ściany. Rozumiem, że pochodziła z innej epoki. W jej czasach zdjęcie robiło się trzy razy w życiu – na chrzcie, na ślubie i pogrzebie. Tyle wystarczyło. My jednak poczuliśmy tego fotograficznego bakcyla, dającego wgląd we wspomnienia, i nie zamierzaliśmy odpuścić. Robiliśmy tyle zdjęć, ile się dało.

Pamiętam, jaką radość sprawił mi jeden, konkretny prezent na komunię. Dostałem super, extra nowoczesny aparat! Takiego nikt nie miał! Wszyscy zazdrościli mi jednego – że sam nakręcał film. Nie wiem, czy pamiętacie takie cuda techniki, ale kiedyś w aparacie trzeba było nakręcać wkładany film. Po wykonaniu zdjęcia korbką przesuwało się kliszę.

Gdy pod koniec lat 90. jechałem na wycieczkę do Włoch, zabrałem ze sobą dwa filmy do tego aparatu. I to takie lepsiejsze, bo razem mogłem zrobić aż 72 zdjęcia. 72 FOTKI?!?!? Wydawało mi się, że nie ma opcji, żebym zrobił tyle zdjęć. A dziś? Pykasz i pykasz, jedno selfie robisz 15 razy, a potem wybierasz to najlepsze. Ahhh, te czasy, tee sprzęty…. Ale nie, że narzekam, przeciwnie! Uwielbiam tę technologię. Gdybym dysponował takim aparatem, jak dziś, wtedy, gdy jechałem do Włoch, po powrocie nie zalałbym się łzami, jak to miało miejsce wówczas. Dlaczego? A no dlatego, że miejsca, które spodobały mi się najbardziej podczas mojej wyprawy po Półwyspie Apenińskim, fotografowałem dwukrotnie. I co? Żadne z nich nie wyszło!!! Ani fotki z Placu św. Marka, ani zdjęcia Pałacu Dożów. Nawet nie zaczynam pisać o Fontannie di Trevi, bo to trudny temat. Teraz nie ma takiej opcji, no chyba, że skończy ci się bateria, ale od czego mamy powerbanki! 😉

Ta moja miłość do zdjęć, do zatrzymywania w kadrze wyjątkowych chwil, nie uleciała wraz z lecącym czasem. Przeciwnie, nadal kocham uwieczniać piękne momenty, tym razem jednak korzystamy z cyfrowych aparatów i oczywiście telefonów. Do tego doszły social media, które kipią od liczby zdjęć. I to jakich! Możesz przecież dodać odpowiedni filtr, rozjaśnić, wymazać niechcianego pryszcza, a potem wyglądasz jak milion dolców! Nobla temu, kto to wymyślił 🙂

Tylko co zrobić z tą ogromną liczbą zdjęć? Bo przecież nie wrócisz do każdego z tych kilkudziesięciu tysięcy, które masz na dysku. Dlatego właśnie wywołujemy te, które wyjątkowo nam się spodobały. To, niestety, a może jednak stety, wiąże się z potrzebą kupna ramek. I w ten sposób zaczynamy zagracać nasze mieszkanie. Ok, może jeszcze nie jest tak bardzo źle, ale powoli zapełniamy naszą przestrzeń.

Muszę się przyznać, że powoli brakuje nam miejsca na półkach, szafkach, komodach, by je wszystkie ustawić. Wtedy nadchodzi Marta która ma piękną umiejętność znajdowania miejsca w szufladach, by tam właśnie upchnąć to, co staje na drodze kolejnej ramki. Ostatnio dwie umieściliśmy na kaloryferach, bo nie było już gdzie ich postawić! Mam nadzieję, że jakoś przetrwają tych kilka miesięcy ogrzewania w trakcie zimy 🙂

Zdjęcia zdjęciami, ale nie zapominajmy o ramkach. One też są ważne, bo tworzą klimat. Muszą więc, chociaż w pewnym stopniu, pasować do wnętrza. W naszym mieszkanku idealnie sprawdzają się te białe, szare, pastelowe, ale mamy też w planach odrobinę szaleństwa. Może coś złotego? Zobaczymy.

Kilka ramek dostaliśmy na wesele. To był piękny gest, bardzo nam się spodobał. Myślę, że i my będziemy korzystać z tego pomysłu 😉

Zdjęcia to najlepszy sposób na powrót do wyjątkowych chwil, uchwyconych przez sprytne oko fotografa. I nie chodzi tu tylko o prezentowanie tego, co zrobił Wam profesjonalista na ślubie czy sesji. Każde zdjęcie ma własną historię, bez względu na to, kto je robił, czy dobrze czy źle. Czasami może być trochę prześwietlone, czasami źle dobierzemy proporcje, ale nie to jest najważniejsze. Najważniejsze jest wspomnienie, które do Was powraca. Dlatego Was też zachęcamy do otaczania się zdjęciami.

Total
16
Shares