Zdrowy owoc daj mi luby

Od czasu, gdy dowiedzieliśmy się, że na świecie pojawi się Leon, zwracamy szczególną uwagę na to, co kupujemy i co jemy. Mały karmiony jest piersią, zatem wszystko, co Marta je, wpływa na jakość pokarmu. Dlatego chcemy kupować tylko to, co zdrowe. Ok, rezygnujemy z owoców z supermarketu, ale jaką, tak naprawdę, mamy pewność, że truskawka czy jabłko, kupione na targu, są zdrowe?

Pewni jesteśmy tylko wtedy, gdy dostajemy owoce i warzywa od Teściów. W rodzinnym domu Małżonki zawsze możemy liczyć na marchewki i ziemniaki z pola, sałatę i rzodkiewki ze szklarni i jabłka prosto z drzewa. Wtedy wiem, że wszystko jest zdrowe, bez dodatków, których nie powstydziłby się jakiś zaawansowany chemik. Ale co zrobić, gdy wracamy do Poznania, i dostawy świeżych, a przede wszystkim zdrowych owoców i warzyw nie mogę się spodziewać?

Kiedyś decydowaliśmy się na częste wizyty na ryneczku, lub jak, to mówią w innych częściach kraju, targu. Uwielbialiśmy te sobotnie spacery pośród straganów, te kolory, zapachy! Wszystko do czasu, gdy okazało się, że nawet kupowanie na straganie nie gwarantuje nam, że produkt rzeczywiście jest zdrowy. Gdy kupowaliśmy tylko dla nas, to jeszcze, ale gdy Marta zaszła w ciążę i wiedziała, że wszystko co zje ma bezpośredni wpływ na dziecko, nie chcieliśmy już ryzykować.

Wtedy przypomniałem sobie jakiś program w telewizji, w którym ekspert wspominał o tym, jak pozbyć się pestycydów z owoców i warzyw. Informacji o domowych sposobach szukałem też w internecie. Głupi ja myślałem oczywiście o środkach chemicznych. Brawo, z deszczu pod rynnę. A przecież odpowiedź była bliżej, niż mogłem się spodziewać. Bo, aby mieć pewność, że produkty, które jemy, nie są skażone, wystarczy stosować się do zasady MMO.

Na czym ona polega?

Aby mieć pewność, że owoce i warzywa nie dostarczą nam dramatycznych ilości pestycydów, trzeba je myć, moczyć i obierać.

Mycie

Pamiętacie czasy, gdy jako dzieciak wcinało się mirabelki prosto z drzewa, jabłka, które spadły na trawnik i marchewki, dopiero co wyciągnięte z ziemi i obmyte na szybko wodą? Nikt nie martwił się jakimiś tam pestycydami. Ale teraz? Teraz piękna marcheweczka, już obrana, z paczuszki, pewnie nigdy obok prawdziwej marchwi nie leżała! I co, dać taką dziecku? No thanks.

Dlatego zawsze, ZAWSZE przed zjedzeniem owocu czy warzywa, dokładnie je myję. Przyznaję, że jeszcze z dziesięć lat temu potrafiłem wszamać pięć, sześć jabłek, przecierając ich skórkę tylko o rękaw (tak ładnie wtedy błyszczały). Ale to nie powodowało, że owoc był zdrowy. Myjąc go, usuwamy wszystko, co mogło pojawić się na jego skórce. Przecież mogły być one dotykane przez dziesiątki osób, nie wspominając już nawet o transporcie w brudnych skrzynkach. Mycie warzyw czy owoców, które będziemy jeść ze skórką wydaje się większości oczywiste. Pamiętać jednak należy o wszystkich cytrusach, które obieramy. Dotykamy nieumytą skórkę np. banana czy mandarynki, a potem wszystko przenosimy na owoc. Umyte owoce i warzywa są po prostu o wiele bezpieczniejsze.

Bardzo dobrym rozwiązaniem jest przemycie owoców roztworem soli, który usuwa większość pestycydów, którymi były pryskane. Pamiętajmy, aby woda była zimna! Ciepła, a już broń boże gorąca, powoduje, że pestycydy wnikają w owoc i stają się jeszcze większym zagrożeniem. ZAPOMNIJMY O WYPARZANIU SKÓRKI CYTRYNY. Zwracajmy też uwagę na owoce i warzywa, które są małe i mają wiele załamań powierzchni, szczelin i pęknięć.

Ktoś powie – a mycie to nie moczenie? Otóż nie. Aby mieć większą pewność, że usuniemy jak największa ilość pestycydów z owoców i warzyw, powinniśmy je moczyć. Jest wiele sposobów i przepisów na to, w jakich roztworach produkty te powinny być moczone. Wspominałem już o roztworze soli, ale chyba najpopularniejszym jest moczenie ich w wodzie z octem winnym lub jabłkowym. Na każdy litr wody, wlewamy pół szklanki octu. W takim roztworze trzymamy owoce i warzywa przez ok. 25 minut, a potem dokładnie je myjemy.

Moczenie wyciągnie wiele środków chemicznych z produktu, ale oczywiście nie wszystkie. Dla większej pewności możemy również obrać owoc lub warzywo. Wiele pestycydów szybko wnika do ich wnętrza. Wówczas obranie go da nam większą pewność, że pozbędziemy się środków chemicznych.

Jak to zawsze bywa, nie ma metody idealnej. Nawet umyty, wymoczony i obrany owoc, może mieć w sobie dużo chemii. Dlatego, jeśli naprawdę chcemy jeść zdrowo, kupujmy tylko i wyłącznie od osób, o których wiemy, że nie stosują pestycydów. Na przykład, od rodziców 😉